poniedziałek, 2 maja 2016

Rozdział 2

                      "Lubię kopać ludzi w tyłki."

                                                    - Louis Tomlinson

Usłyszałam pukanie do drzwi. Modliłam się w duchu by to nie byli chłopaki. Ja ich nawet nie znałam! A oni wyobrażali sobie nie wiadomo co. Moje przypuszczenia stały się faktem. W drzwiach stał Liam z Zayn'em.
   - Ja nigdzie nie idę. - wypaliłam od razu.
   - Owszem idziesz. A teraz natychmiast idź się przebrać! Albo my Cię przebierzemy! - pogroził mi śmiejący się Liam.
Z ogromną niechęcią poszłam się przebrać. Założyłam przylegające jeansy, czarną bokserkę i czarne Nike. Chyba byłam gotowa. W sumie to chyba zaczynam ich lubić. Co ja chrzanię?! Dopiero dziś pojawili się w moim życiu i wszystko chcą zmieniać.
Zaszłam na dół, gdzie chłopaki nadal na mnie czekali.
   - A co to za strój? - zapytał chłopak z pasemkiem.
   - O co ci chodzi? - zapytałam zirytowana.
   - Szybko idź na górę bo nie mamy czasu. Załóż jakąś sukienkę. - znowu odezwał się Zayn.
Z ogromną niechęcią założyłam moją jedyną sukienkę. Cała czrna, na ramiączka, nawet ładna. Problem w tym że nie lubiłam nosić sukienek i spódnic.
   - Ładnie wyglądasz. - odezwał się Liam.

                                                           ***
Dom One Direction był ładny, duży i w podobnym stylu do mojego. Powoli do ich domu zaczęli schodzić się goście. Trochę głupio się czułam tak obco.
   - Czemu nie tańczysz? -  podszedł do mnie lokowaty.
   - Nie wiem. Nie chce mi się. Macie gdzieś jakiś barek z alkocholem?
   - A 18 lat już jest? - zaśmiał się.
   - Tak... wczoraj dokładnie. To jak jest? - burknęłam.
Pokazał gest który miał znaczyć bym poszła za nim. Wiec wstałam i poszłam za nim. Gdy weszliśmy do kuchni, zobaczyłam mnóstwo alkoholi, drinków i piw. Przy stole siedział Louis (nareszcie zapamiętałam!) który był już całkowicie pijany.
   - A jemu to co? - zapytałam zdziwiona.
Przecież rano był uśmiechnięty, wesoły i ze wszystkiego się śmiejący. Może to była tylko maska.
   - Zerwał z Eleanor. Podobno go zdradziła. Załamał się. - rzekł smutno Harry.
   - Przykro mi.
   - Nie mi to mów. Błagam Cię, spróbuj go pocieszyć. My z nim długo nie wytrzymamy. - poprosił mnie
Nie wiem czemu ale postanowiłam zrobić to o co mnie prosił.
   - Słyszałam że zerwałeś z dziewczyną... - zaczęłam niepewnie - strasznie mi przykro.
   - Jak ona tak mogła? Ja ją tak bardzo kochałem... A ona mnie zdradziła. - zaczął płakać mi w ramię.
Czułam się dziwnie. Myślałam że chłopaki nie płaczą, no przynajmniej nie tak publicznie.
   - Louis naprawdę mi bardzo przykro...
By dotrzymać brunetowi, sama wypiłam nieco drinków, jednak nie w tym stopniu by upić się tak jak Louis.
Pocieszałam go, rozmawialiśmy i piliśmy.
   - Ja chyba będę musiała już iść. - mruknełm
   - Nie, Victoria zostań u nas na noc. - prosił słodko.
   - Louis, naprawdę nie mogę.
   - A mogę chociaż spać dziś u Ciebie? Oni mnie nie rozumieją, tylko ty mnie rozumiesz... - zrobił maślane oczy.
Trochę mnie zdziwiła propozycja Louisa, ale się na nią zgodziłam. Po chwili wyprowadzałam go z ich posesji, za rękę ponieważ ledwo się trzymał na nogach. Byle tylko nie było tu wścipskich fotoreporterów.
Zaprowadziłam go do pokoju w którym miał spać. Jednak był na tyle pijany że zapomniał wziąść coś w czym mógłby spać. Więc usną w jakiś dresowych spodniach i bez koszulki. Sama byłam bardzo zmęczona więc odrazu położyłam się do łóżka, by za chwilę później być już w krainie snów.

                                                           ***
Gdy obudziłam się rano poczułam że nie mogę wstać. Spojrzałam na mój brzuch gdzie spoczywała czyjaś ręka. Spojrzałam na twarz tego ktosia. Był to Louis. Usłyszałam dość głośny śmiech ze strony okna. Grr, oczywiście byli to chłopcy. Zarumieniłam się wiedząc że ktoś widzi całą tą sytuację. Zrobiło mi się duszno więc spróbowałam się wyswobodzić spod uścisku chłopaka. Moje próby okazały się nieudolne a w efekcie obudziłam słodko śpiącego Louisa.
   - Mogę wiedzieć co tu robisz? - zapytałam ostro.
   - Ohhh, przepraszam Cię. Jakoś spać nie mogłem. Chyba za bardzo pijany byłem. Przepraszam Victoria. - westchną.
Gdy zobaczył że jego koledzy obserwują całe to zajście zrumienił się. Wstał i zaczął rozglądać się w poszukiwaniu swojej koszulki. Nie spodziewałam się że Loui ma tyle tatuaży.
   - Wiesz gdzie może moja koszulka? - zapytał
   - Zotawiłeś ją w pokoju gościnnym. - zaśmiałam się.
Wyszedł po swojąkoszulkę, a ja w tym czasie również się przebrałam. Zeszłm na dół i zaczęłam robić śniadanie.
   - Chcesz trochę? - zapytałam wskazując na sałatkę owocową.
   - Oczywiście! - uśmiechną się. - Co wieczorem się stało że ja u Ciebie nocowałem?
   - No bo wczoraj się trochę bardzo upiłeś. Harry powiedział mi że zerwałeś z dziwewczyną. Postanowiłam cię trochę pocieszyć, trochę gadaliśmy, a ja musiałam już iść, natomiast ty bardzo mnie prosiłeś żebym ostała. Ale nie mogłam, więc zapytałeś czy możesz u mnie spać, bo chłopaki się nie rozumieją. Ja się zgodziłam, a dalej to już wiesz. - opowiedziałam.
   - O Boże... Przepraszam jeśli wczoraj powiedziałem coś nie tak.
   - Nie, nic takiego nie mówiłeś. Oprócz tego że świetnie się nam gada.
   - W takim razie zapraszam Cię dziś do kina. - uśmiechną się szarmanco.
   - Oczywiście! Wpadniesz po mnie o 16?
   - No pewnie! Ale teraz muszę spadać. Do zobaczenia. - powiedział machając mi na przegnanie.
Miło z jego strony że zaprosił mnie do kina. Świetnie nam się wczoraj gadało, mimo że byliśmy pijani. Chyba zacznę odliczać godziny, bo wręcz nie mogę się doczekać!


***
Wow! Serio, nie wierzę że umiem tak szybko napisać rozdział! Przepraszam że taki krótki rozdział, ale ważne że jest! Jak już pewnie zauważyliście piszę o starych dobrych czasach kiedy Zayn był jeszcze w zespole. :)))
Miłego Czytania!;**
Kolorowych Snów:)))))

niedziela, 1 maja 2016

Rozdział 1

           "Lubię dziewczyny które jedzą marchewki!"

                                           - Louis Tomlinson


   - Victoria Smitch? - zapytała sekretarka z sierocińca.
   - Tak. - odpowiedziałam.
   - W takim razie zapraszam. - powiedziała wskazując na gabinet dyrektora.
Posłusznie weszłam do środka. Od rozpoczęcia nowego życia, dzieliły mnie jedynie formalności.
   - I proszę jeszcze tu podpisać i już koniec. - uśmiechnął się dyrektor.
Złożyłam ostatni podpis. 
   - Dziękuję za opiekę. - skłamałam - Do widzenia.
Wyszłam z tego przeklętego budynku. Odrazu wsiadłam do czarnego mercedesa. Podjechałam do najbliższego supermarketu, zakupiłam tam najpotrzebniejsze artykuły spożywcze. 
Ależ ja byłam szczęśliwa. Jestem wolna. Nareszcie tak długo na to czekałam. 
Podjechałam pod mój nowy dom. Był naprawdę piękny. O takim zawsze marzyłam. Zaparkowałam samochód w garażu i weszłam do środka. W środku był jeszcze bardziej cudowny. Zaczęła oglądać wnętrze, naprawdę bardzo mi się podobało. Było wykonane w nowoczesnym stylu. Głównie królowały białe i czarne barwy. Mimo to wyglądało to świetnie! 
Z moim domem sąsiadowała ogromna willa w której pewnie mieszkał jakiś biznesmen. Po drugiej stronie był mały domek w którym mieszkała starsza pani.
Ledwo zdążyłam wejść na piętro, a już zadzwonił dzwonek u drzwi wejściowych. Zdziwiło mnie to bo mieszkam tu od paru minut i nie spodziewałam się gości. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam tam piątkę nieznajomych mi chłopaków.
   - Hej. - powiedział blondyn
   - Eee... My się znamy? Bo jakoś was nie kojaże. - zapytałam.
   - Nie, ale pryszliśmy to zmienić. Jesteśmy sąsiadami. - przemówił pokazując palcem na willę. - My jesteśmy One Direction. Ja jestem Harry. Ten obok mnie to Niall, potem Zayn, a tamten to Liam, a ten ostatni to Louis.
   - Ja nazywam się Victoria. Sorry ale musicie już pójść, nie mam zbyt wiele czasu. - powiedziała zamykając im drzwi przed nosem. 
Idiotka ze mnie. Oni przyszli się poznać, a ja im drzwi przed nosem zamykam. Po chwili usłyszałam ponowne pukanie do drzwi. Otworzyłam je, ale nikogo nie było. Leżała tylko jakaś gazeta i czekoladki. Czekoladek na wszelki wypadek nie zjem, bo mogli chcieć mnie otruć. Gazeta nazywała się "One Direction". Przejżałam tylko nagłówki. " Louis Tomlinson zerwał z dziewczyną?!", "Wywiad z Harrym Stylesem!". Nie za bardzo mnie zaciekawiły więc udałam się do swojej sypialni i zasnęłam.

                                                         ***
Obudziłam się dopiero rano. Wzięłam szybki prysznic, ubrałam czystą bieliznę i ubrania. Gdy wyjżałam przez okno zorientowałam się że ten chłopak z lokami i ten drugi Lucas chyba... a nie Louis, mieli idealny widok na mój pokój i łóżko, gdyż nasze domy były dość blisko siebie. Zoriętowałam się dopiero gdy spostrzegłam że Lucas ( cholera czemu nie umiem zapamiętać imienia Louis?!) przygląda się mi bacznie z uśmiechem na ustach.
   - Hejka! - wykrzyknął do mnie.
   - Dlaczego się tak szczerzysz? - warknęłam. 
   - Ej spokojnie. Po prostu ślicznie wyglądasz. - uśmiechną się słodko.
Że niby mam być spokojnie gdy przyłapałam go na podglądaniu mnie?! On chyba nie mówi serio. Zamkęłam okno, mimo to i tak widział co robię więc zeszłam do kuchni. Zjadłam jakiegoś tosta i zaczęłam się poważnie nudzić. Chyba powinnam poszukać jakieś pracy. Nie będę mogła do końca życia żyć z tych pieniędzy z sierocińca.
Wróciłam do pokoju było strasznie duszno więc otworzyłam okno (oczywiście musiałam zapomnieć o tych debilach). Postanowiłam zobaczyć czym zajmują się moi nowi sąsiedzi. Puściłam piosenkę "Best Song Ever". Powiem szczerze całkiem wpada w ucho. Muzyka była dość głośna, więc po chwili w oknach zobaczyłam chłopaka z lokami (Harry?) i Louisa (no nareszcie zapamiętałam).
   - Ładnie śpiewasz. - zaśmiał się Harry.
   - Potwierdzam. Całkiem ładne. - puścił mi oczko.
Prychnełam.
   - Jadłaś już czekoladki? - zaciekawił się Harry.
   - Nie. Czemu pytasz? - zapytałam.
   - To zjedz jak najszybciej.
   - Skąd mam wiedzieć że nie chcecie mnie otruć? - zapytałam podejrzliwie na co oboje wybuchli głośnym śmiechem.
Chyba powinnam pomyśleć nad zakupem rolet na okna. Podeszłam do łóżka i więłam do ręki pudełko z czekoladkami. Otworzyłam je, a w środku znalałam małą karteczkę z napisem. " Dziś o 18 jest u nas impreza. O 17 ktoś po Ciebie przyjdzie. Masz na niej być!". Odwróciłam się w stronę okna, gdzie nadal spoglądali na mnie chłopcy. Pokręciłam przecząco głową. Na co oboje zrobili obrażone miny. Niech nawet nie myślą że pojawię się na tej chorej imprezie. My się nawet dobrze nie znamy. Znamy tylko swoje imienia więc nie za bardzo rozumiem o co im chodzi... Tylko jedno jest pewne. Na 100% nie będzie mnie tam.


****
Hejka! Szybko się pojawił post? Nie przyzwyczajajcie się za bardzo bo to tylko z powodu weekendu majowego. No cóż, nie mam nic lepszego do roboty więc coś tam napisałam. Chyba trochę lepsze niż prolog?
Trzymajcie się! :))

Prolog

  "Każda dziewczyna na świecie jest śliczna!"

                                        - Louis Tomlinson



Dokładnie osiem lat. Osiem lat które zniszczyły moje życie. Miałam tylko 12 lat... Wtedy trafiłam tu. Do domu dziecka. Sierocińca. 
Za 3 miesiące będę pełnoletnia. Już jakiś czas temu ludzie z sierocińca dali mi wyprawkę z dużą ilością forsy. Suma ta byłaby mniejsza ale moich rodziców sąd zmusił do zapłacenia mi odszkodowania za to co mi zrobili. Kupiłam za to spory dom w spokojnej dzielnicy Londynu. Za reszę pieniędzy kupiłam czarnego mercedesa. 
Teraz zostało mi tylko wyczekiwanie na rozpoczęcie nowego rozdziału w moim popaprany życiu. Każdy dzień płyną niemiłosiernie wolno. 12 października miałbyć tym cudownym dniem. Wtedy właśnie skończe 18 lat. Łzy szczęścia cisneły się do oczu, gdy o tym myślałam. 
Postanowiłam że wezmę szybki prysznic. Uwielbiałam ten moment zapomnienia o wszystkich problemach. Zazwyczaj o tej porze nie było kolejek. 03:00 nie była godziną o której panował ogólny ruch. Wchodząc pod prysznic dotknełam mojego policzka, poczułam pod palcami dużą bliznę. Przypomniałam sobie ten dzień w którym, na moim policzku pojawił się ten niechciany znak. Eric. To wszystko przez niego. Jest starszy ode mnie o rok. Nigdy się nie dogadywaliśmy się dobrze. Wręcz przeciwnie nienawidziliśmy się. Obiecał sobie że kiedy będzie wychodzić zemści się na mnie. Nie sądziłam że to zrobi. Ale... zrobił to.
Uderzył mnie wiele razy. Żyletką okaleczył mój policzek. Chwilę później już go nie było. Siedział w swoim nowym domu. 
   - Victoria! Ile można przebywać pod prysznicem?! - zawołała jedna z opiekunek w sierocińcu, wyrywając mnie z zamyślenia.
   - Już wychodzę. - bąknełam.
Zarumieniona wyszłam z łazienki, udając się do mojego pokoju który, dzieliłam z trzema innymi dziewczynami.
Obym wytrzymała te ostatnie dni i żebym nie zwariowała w tym chorym miejscu. Wytrzymałam osiem lat, to wytrzymam te kilka okropnych dni. Przynajmniej mam taką nadzieję...


*******
Mam nadzieję że prolog nie jest aż taki zły. I trochę się wam spodoba. Chłopaki pojawią się już w następnym rozdziale!:))) W ten weekend planuje napisać pierwszy rozdział, więc trzymajcie kciuki! ;))
Pozdrawiam! :*